Marcel szybko opowiedział im o moim
być może proroczym śnie. Daniel miał bardzo zaniepokojoną minę.
- To bardzo źle, że śniły ci się
anioły – powiedział.
- Ale co to znaczy? – nie wiedziałam
co o tym myśleć.
- W średniowieczu istniały w Polsce
stowarzyszenia Hussarów. Można by je nazwać też zakonami. Nie pozostały po nich
żadne dokumenty, które mogły by potwierdzić ich istnienie. Uważali, że anioły
to symbol ludzi żyjących na Ziemi. Gdzie są anioły tam są też ludzie. Śnił ci
się upadek ludzkości, który został przedstawiony boskimi istotami. Miejmy
nadzieję, że się to proroctwo nie sprawdzi. – zamilkł na chwilę, ale po chwili
chyba sobie o czymś przypomniał – Ach. Zapomniałem ci powiedzieć, że od teraz
będziemy odkrywać twoje zdolności. Nie będzie to proste, ale musisz nauczyć się
jak nad nimi panować. – zrobił zatroskaną minę.
Uważają,
że jestem niebezpieczna? Ta myśl mnie przeraziła. Jak ja mogłabym komuś zrobić
krzywdę? Nagle jednak pojawił mi się w głowie obraz rodziców. Rada jednak miała
rację. Wtedy w Sali przecież mogłam zabić ich. Poczułam jak do oczu napływają
mi łzy. Zacisnęłam powieki, bo nie chciałam żeby ktoś zobaczył moich łez.
Jednak Marcel to zauważył.
- Hej, nie martw się. Wszystko
będzie dobrze. – starał się mnie pocieszyć, ale i tak mu się to nie udało.
-
Taa. Jasne. Chciałabym pobyć trochę sama. Oczywiście jeżeli mogę-
spojrzałam na Radę. Daniel skinął głową, więc wyszłam z biblioteki. Zaraz za
mną wyszedł Marcel.
- Na pewno wszystko w porządku?
- Na pewno. Nic mi nie jest. –
chciałam aby dał mi już spokój.
- No dobrze. Powiem Donie, żeby
później do ciebie wpadła. – jeszcze coś mówił, ale go nie słuchałam.
W
drodze do pokoju natknęłam się na Fabiana. Siedział na jednej z licznych
ławeczek na korytarzu i czytał jakąś książkę. Nie miałam ochoty na rozmowę,
więc go zignorowałam. Kiedy koło niego przechodziłam popatrzył się na mnie,
jego twarz w jednej chwili zmieniła się z chłodnej obojętności w wielki smutek.
Myślałam, że coś powie, ale dalej milczał. Szłam dalej, zastanawiając się, co
czytał.
W
końcu znalazłam się w pokoju. Opadłam na łóżko. Nie wiedziałam co myśleć.
Potrzebowałam kontaktu z kimś bliskim. Nie chciałam dzwonić do rodziców, bo nie
potrafiłabym z nimi rozmawiać. Uświadomiłam sobie, że jestem bardzo samotna. W
ośrodku nie miałam się komu zwierzyć ze swoich obaw. Wielki żal ścisnął mi żołądek.
Ogromne łzy zaczęły skapywać na poduszkę. Nie mogłam powstrzymać szlochu.
Miałam nadzieję, że muzyka jakoś mi pomoże. Sięgnęłam po odtwarzacz mp3 i
głośność ustawiłam na najgłośniejszą.
Zamknęłam oczy. Gdyby ktoś wszedł do mojego pokoju nawet bym się nie
zorientowała, że jakaś osoba stoi obok mnie. Słuchając, całkowicie się
wyłączyłam. Wydawałoby się, że mój mózg przestał pracować. Na jakiś czas
oderwałam się od rzeczywistości. Czułam się jakbym podróżowała między dwoma świtami.
Jednak cofam to o tytule. Kiedyś indziej go wymyślę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz