- A jak
bardzo?
- Nie tak
bardzo jak ja, ale na tyle, żeby poradzić sobie podczas walki – zrobił tajemniczą
minę.
- Aha.
Fajnie wiedzieć – zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-
Przyszedłem ci powiedzieć, że przyszli twoi rodzice i chcę z tobą porozmawiać. –
nic nie odpowiedziałam. Po prostu odwróciłam się i skierowałam się do środka.
Nie chciałam z nimi rozmawiać, ale postanowiłam, że nie zrobię im przykrości. W
pokoju znowu wzięłam prysznic, ubrałam się w sukienkę, w której nigdy wcześniej
nie chodziłam. Zeszłam do Sali.
Moi rodzice siedzieli przy jednym ze
stołów i rozmawiali z Renatą. Kiedy mama mnie zobaczyła uśmiechnęła się i łzy
zaczęły jej spływać po policzkach. Nie wytrzymałam. Od razu ją przytuliłam i
sama zaczęłam płakać.
- Mamo,
proszę nie płacz. Przepraszam was.
- Nie masz
za co przepraszać. To wszystko to przecież przez nas. To my daliśmy ci ten
przeklęty kamień. – tato wydawał się być zły na siebie.
- Ale nie
wiedzieliście. To nie wasza wina. – jego też mocno przytuliłam. – O czym
chcieliście ze mną porozmawiać?
- O wszystkim. Czy jest ci tu dobrze i w ogóle jak sobie radzisz? Strasznie za Tobą tęsknimy. Tak mi przykro, że Cię w to wszystko wplątaliśmy. – mamie plątał się język.
- O wszystkim. Czy jest ci tu dobrze i w ogóle jak sobie radzisz? Strasznie za Tobą tęsknimy. Tak mi przykro, że Cię w to wszystko wplątaliśmy. – mamie plątał się język.
- Wszystko w
porządku. Podoba mi się tu. Minęły dopiero niecałe 2 miesiące a ja już nie
potrafię wyobrazić sobie życia bez tych ludzi. – łzy zaczęły mi się zbierać w
oczach.
- Jesteśmy
szczęśliwi, że też czujesz się szczęśliwa. – tato też mnie przytulił – Chcemy gdzieś
wyjść z tobą. Może na lody? Jak chcesz możesz zaprosić przyjaciół. Co ty na to?
- Super! – poszłam
po Donę i Marcela. Zgodzili się.
Spróbowałam też z Fabianem, ale on się nie zgodził.
Całe popołudnie i wieczór spędziliśmy
śmiejąc się i jedząc lody. Słońce cały czas świeciło. Było po prostu wspaniale.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu mogłam odetchnąć. Byłam naprawdę szczęśliwa.
Żeby uczcić ten piękny razem z Doną i Marcelem zrobiliśmy sobie tatuaże słońca
z henny. Mama śmiała się z nas i razem z tatą uznali, że wyglądamy jak dzieci.
Niestety było już późno i musieliśmy wracać do ośrodka. Pożegnaliśmy się z
moimi rodzicami i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Marcel udawał tygrysa. Nawet
nieźle mu szło. Skradał się i mruczał jak prawdziwy kot. Wszystkie dziewczyny,
które przechodziły obok nas oglądały się za nim. Nim się obejrzeliśmy już byliśmy
na miejscu.
W środku czekała na nas niespodzianka.
Poszliśmy do Sali. Tam razem z Radą siedział mężczyzna. Już z daleka wydawał
się tajemniczy i niebezpieczny. Marcel znieruchomiał.
fajne :) dopiero niedawno zaczęłam czytać twojego bloga. Jest bardzo ciekawy . Już nie mogę się doczekać co będzie dalej :)
OdpowiedzUsuń